IV- Rozwiązywanie zagadek
-O cholera!!! Muszę się śpieszyć z rozwiązaniem tych zagadek, już słyszę że te szczury tu biegną, albo to tylko moja wyobraźnia-myślałem siedząc pod ścianą jaskini
-No dobra, skupmy się. To nie powinno być trudne. Pierwszy Stalagmit, mówi że jak chce przejść, muszę ich potrzeć czymś, co się nazywa Jakkiemik. Kurcze ta nazwa brzmi znajomo -wyciągnąłem z kieszeni zapalniczkę, i poświeciłem dookoła, że by popatrzeć czy nie kryje się w kącie coś, co mogłoby mi pomóc. Był tylko jakiś oklejony glonami sękaty kijak, no więc wziąłem go do ręki. Zawsze to jakaś obrona w razie ataku szczurów.
Podparłem się kijakiem, i zacząłem myśleć nad następną częścią zagadki. „Najmłodsze części pokazują wiek”, więc skoro to stalagmity, one są spłukiwane przez wodę aktywną chemicznie od góry, więc najmłodsza część jest przy czubku (no, wreszcie się na coś przydała nauka w szkole geografii). Dobra, więc popatrzmy na czubek. Powinny być tam jakieś ćwieki, wypustki czy coś takiego, zgodnie z tym, co pisze na stalagmitach. Tylko jak tam popatrzyć, taki wysoki to ja nie jestem. Ale jako że potrzeba jest matką wynalazków, wziąłem i oparłem Kijak o stalagmit, i wszedłem na niego. Na pierwszym stalagmicie znalazłem 2 wypustki. Na 2- cztery. Na 3-trzy. Na 4-jeden. Więc według wypustek była kolejność taka: 2,4,3,1. O kolejności potarcie jest zaś na 3 stalagmicie. Po krótkiej analizie, stwierdziłem że nie mam pocierać od najstarszego do najmłodszego, lecz według liczby. Najstarszy to byłby ten z 4 wypustkami, ma jakby najwięcej lat. Ale my mamy uczynić odwrotnie. Wziąłem Kijak i zapisałem na piasku kolejność z jaką mam potrzeć. Najpierw 4 stalagmit, później1, następnie 3 a na koniec 2. Hurra!!! Świetnie mi idzie.
No to dalej. Piszą tam że jakkiemik jest w ciemności niewidoczny, więc może powinienem go poszukać z zapalniczką w dłoni? Zacząłem więc przeszukiwać jaskinię, ale nic nie znalazłem. Zmęczony usiadłem, i zacząłem bazgrać Kijakiem po piasku pokrywającym dno jaskini. W końcu napisałem to, nad czym teraz wytężałem swe siły.
J A K K I E M I K
i wpadłem na świetny pomysł. Może to jest po prostu jakaś przeróbka istniejącego wyrazu??? Kombinowałem chwilę, ale nic nie mogłem wymyślić.
-Moment-pomyślałem- jeśli to przeróbka, to może jej wydźwięk jest inny niż pisownia, po to aby zmylić? Więc co tu jest takie niepotrzebne?? No 2 k jest nie na miejscu trochę , nigdy takich przeróbek się w Polskim nie używa. Dobra, więc wyłączmy tą literę.
J A K I E M I K
Więc czym mam do diabła potrzeć te głazy? Co mi wyjdzie?
-Aha! Już wiem czym mam je potrzeć!- wykrzyknąłem nagle podniecony- Stalagmity mam potrzeć …
Ciąg dalszy nastąpi
III – Tajemnicze Zagadki
Sytuacja nie była ciekawa. Te szczwane bestie miały już mnie zjeść żywcem, kiedy…
Nie, nie powiem że zostałem cudownie uratowany. Nie tym razem. Po prostu przyparty do ściany, coraz bardziej panikowałem, a moja próba ucieczki zakończyła się tym, że się potknąłem i wpadłem prosto w szczurzą masę, topiąc się jak w rzece (pełnej piranii). Szybko wyskoczyłem ze szczurów jak oparzony i znów przypadłem do muru. Tym razem, nie wiem nawet jakim cudem znalazłem jakąś obluzowaną cegłę. Pomyślałem że może jak ją wyjmę, to zdążę i inne wyjąć, zanim zostanę pożarty żywcem. Po wyjęciu tej jednej cegły, cały mur się zawalił! Podobnie jak sufit za mną, dzięki czemu byłem odcięty od większości szczurów (chociaż parę było po mojej stronie rumowiska). Wszystko byłoby całkiem dobrze, gdyby nie to że całe ramię miałem obolałe od cegły , która oberwałem rykoszetem.
-Nie jest tek źle-pomyślałem- jest przynajmniej gdzie uciekać.
Nie zastanawiając się wiele ruszyłem z kopyta, aby być jak najdalej od tego miejsca. Po paru kolejnych minutach szaleńczej ucieczki, dotarłem do miejsca które było lepiej oświetlone, dzięki jakimś zielonym roślinom na ścianach. Dzięki temu mogłem zobaczyć element, który nie był ceglaną ścianą, lecz litą skałą. Szedłem wzdłuż niej aż do momentu, gdy znalazłem coś na wzór wejścia do środka. Nie zastanawiałem się długo, tylko od razu wszedłem do środka.
Co tam było? Tuż przy wejściu były 4 wysokie stalagmity. Nie byłem między nimi w stanie przejść, aby dotrzeć do środka jaskini, gdyż ilekroć chciałem przejść, odpychało mnie jakieś pole siłowe. Za każdym razem było ono mocniejsze, aż przy 4 razie, odrzuciła mnie potężna energia elektryczna!
Rozmasowując porażony tors patrzyłem nieufnie w głąb jaskini. Nie mogąc wejść dalej postanowiłem się dobrze przyjrzeć stalaktytom, gdyż cała ta sprawa tak mnie zaciekawiła, że prawie zapomniałem o chmarze szczurów mnie ścigających. A zresztą i tak nie wiedziałem jak wyjść z tego labiryntu ceglanych korytarzy. Na stalagmitach znalazłem coś podobnego do runów ( bynajmniej tak wyglądały w telewizji i na ilustracjach w książkach), jednak po przyjrzeniu się, znalazłem przy ziemi przylepione gliniane tabliczki w języku staropolskim! (Notka od Autora- no przecież gościu od razu nie będzie w stanie przetłumaczyć runów! Bardziej prawdopodobne jest to że ktoś przed nim przetłumaczył, niż że cudownie sam je zna )
-Widać był już ty ktoś przede mną i przetłumaczył te cholerne runy-pomyślałem- no, ale tym lepiej dla mnie. Nie będę się z tym musiał męczyć. A oto co było na tabliczce pierwszego z lewej stalagmitu:
„Witaj Przybyszu Złoty
Nie powstrzymały Cię pułapki i kłopoty
Więc jak tak bardzo chcesz tu dotrzeć,
Musisz nas Jakkiemikiem potrzeć”
-Cholera o co chodzi- pomyślałem- ale idźmy dalej, zobaczymy…
Wziąłem się za 2 stalagmit, na którym pisało:
„Witaj Przybyszu Złoty
Nie powstrzymały Cię pułapki i kłopoty
Więc wiedz że nasze najmłodsze części pokazują nasz wiek,
Pomaga im w tym każdy kamienny ćwiek”
-Czyli tak-pomyślałem mam je czymś podrapać, a przy stopach mają swój wiek- czyli pewnie trzeba je podrapać w jakiejś kolejności.
To było na 3 Stalagmicie:
„Witaj Przybyszu Złoty
Nie powstrzymały Cię pułapki i kłopoty
Pamiętaj nie licz czasu od początku świata,
Bo tak lecą nie twoje dzieje tylko lata”
-Hmm, ciekawe. Chodźmy do 4 stalagmitu:
„Witaj Przybyszu Złoty
Nie powstrzymały Cię pułapki i kłopoty
Pamiętaj jeśli szukasz Jakkiemika
Że on w ciemności znika”
-No niezła zagadka-pomyślałem patrząc na 4 stalagmity wyrastające z ziemi, w tym półmroku ledwo je widząc- Jak ja ją do diabła rozwiążę????
I usiadłem na chwile, aby nad tym pomyśleć.
II – Kiepski dzień, czyli początek
Ten dzień, to jest poniedziałek, zaczął się normalnie. Co mam na myśli jeśli mówię normalnie?? Po prostu, wstałem po 6 godzinie, ubrałem się, zjadłem i pojechałem na rowerze do szkoły. Pomimo iż jeździł u nas autobus szkolny, ja wolałem te 5 kilometrów przejechać rowerem, gdyż to dawało mi niezależność. No i mogłem trochę poćwiczyć nad formą!
W szkole, nie działoby się nic takiego, gdyby nie to, że jeden facet o przezwisku Nutella, nie zaczepił mnie. Nie lubię zbytnio bić się z kimś. Zwłaszcza w te szkole, w której nie miałem żadnych że tak powiem pleców, i zawsze musiałem sam walczyć o przetrwanie. No, ale mnie zdenerwował i nie dałem się. A jak to się zaczęło?? No cóż, to było tak:
Stoję sobie na korytarzu, a on idzie ze swoimi dwoma koleżkami i wyskakuje do mnie:
-Witaj frajerski grubasie- no, cóż, jestem może i przy kości, jednak ogólnie to mam dobrą sprawność fizyczną i nie daję się łatwo. A zwłaszcza na tę zaczepkę wymyśliłem niedługo wcześniej świetną odpowiedź.
- A ty tu czego cieniasie
-Jak do mnie powiedziałeś???- Zaczynał się już wkurzać
- No, co? Może nie jesteś cienki… Hmmm…Cienki Bolek, He, He- szedłem dalej w zaparte, bo mnie zdenerwował
-Tak chcesz? To masz!!!- I całkiem przewidywalnie rzucił się na mnie. Zanim do mnie dotarł, zdążyłem jeszcze pomyśleć w duchu: „ach, ten mój pech!!”. Niezwykle nerwowi są Ci ludzie!
Wiedząc, że jego kumple nie będą stać spokojnie i się nam przyglądać, nie walczyłem ani kopniakami, ani na pięści. Jak jest sens w taki sposób walczyć 1 na 3? Szczepiłem się z nim, próbując mu przynajmniej ręce wykręcić. Byłem silniejszy, więc to był najlepszy sposób. A jak tylko jakiś jego koleżka chciał mnie uderzyć z boku lub w plecy, odwracałem Nutellę, tak że on obrywał od swoich. Nie powiem żeby mu się to spodobało, no, ale cóż. Obu jego koleżków udało mi się załatwić, przypierając parokrotnie do muru plecami Nutelli, tak że ciągle obijali się o ściany głowami, plecami, łokciami. W końcu, ledwo żywi ( no może trochę przesadzam) dali spokój, gdyż sami ledwo się trzymali na nogach. Jednak moment zrobił się niezły tłumek, i na pomoc Nutelli rzuciło się jeszcze czterech gości.
-Jak tak dalej pójdzie to przegram- pomyślałem walcząc z kumplami przeciwnika- nie wytrzymam już długo!!! W sumie to w tych warunkach miałem większe szanse- w takim tłoku wszystko się może wydarzyć.
I wtem między nas wleciała wicedyrektorka, pani Rożek. Była ona niskiego wzrostu- 1,60, więc mało kto ją zauważył. Jednak jej męża, nauczyciela od WF-u dostrzegł każdy- nie było to trudne, ponad dwa metry wzrostu, szeroki w barach. Moment sobie z nami poradził i wylądowaliśmy w gabinecie dyrektorki pooglądać puchary i obrazy (Poradził??? Małe niedomówienie. Uniósł mnie i Nutellę jakbyśmy byli piórkami). Pogadanka u dyrektora wyglądała tak jak zwykle, jedyną rozrywką było oglądanie pucharów.
Po tych godnych pożałowania wydarzeniach, ugadałem się z kumplem, Kacprem (pseudonim, Groszek), że wpadnę do niego i porobimy coś ciekawego.
Po południu udało mi się wyjść spod opieki rodzicielskiej o dotrzeć do niego( na rowerze, oczywiście, nie będę 2 kilosy na nogach szedł!) podjeżdżam do niego, na górze mieszka więc pod górkę to trzeba ręcz rower targać, a z powrotem idzie się zabić. Postawiam rower z boku jego domu, patrzę a on znowu się zabawia traktorem!! Ma chłopak zamiłowanie do mechaniki. Podkradam się, i wskakuję do kabiny, aby go zaskoczyć.
-Co, znowu się zabawiasz- zagajam rozmowę
-Ano, jak widzisz- odpowiada mi, podjeżdżając pod kupkę paru gałęzi, które na luzie wziąłby do rąk i przytargał dalej. No, ale nie, on woli ciągnąc po 2-3 gałęzie za ciągnikiem. Ale jako że ma z tego zabawę, nie ma się co mu dziwić.
Resztę popołudnia spędziłem dosyć przyjemnie w jego towarzystwie. Kiedy dochodziła już siódma, i zaczynało robić się ciemno, zbierałem się już do domu. Kacper zostawił mnie 10 minut wcześniej, grającego w znakomitą grę na komputerze, mówiąc iż za chwilę wróci. No, nic. Nie mogłem już czekać, więc wyszedłem przed jego dom, i już chciałem jechać, jednak nie było na czym!!!
Ten szczwany Groszek „pożyczył” sobie mój rower
-Kurde, matka znowu będzie zła, że się spóźnię!!!- myślałem wtedy. Zszedłem z góry, do ulicy, i tam spotkałem Kacpra po 15 minutach czekania
-Sorry, zasiedziałem się u Lizaka- tłumaczył się oddając mi rower. Nawiasem Lizak to mój śmiertelny wróg, popapraniec jakich mało.
- A masz!!!- zły na niego, popchnąłem do fosy, pełnej jesiennych liści. Był tak zaskoczony że nie zdołał odzyskać równowagi i wpadł do fosy- sorry, niechcący- zawołałem jeszcze wkurzony wskakując na rower.
W domu nie czekało na mnie miłe powitanie. Mama była piekielnie zła, podobnie jak ja, więc moment się bardzo pokłóciliśmy. Mimo wszystko mam wybuchowy charakter.
Wybiegłem z domu, trzaskając drzwiami, wskoczyłem na rower, i żeby się uspokoić pojechałem w góry, na halę, która była 12 kilometrów ode mnie, w górę. Jak przejechałem ponad połowę drogi, uspokoiłem się już wystarczająco, i zawróciłem. Jednak robiło się coraz ciemniej, i nie wiem nawet w którym momencie źle skręciłem i zgubiłem drogę. Wypadłem nawet z niej w najmniej spodziewanym momencie i ujechałem trochę w dół, zanim udało mi się zatrzymać. Nie był jednak to pełen sukces, gdyż usłyszałem koło siebie dziwne odgłosy, i panikarsko pojechałem w dół. Cud że się wtedy nie rozbiłem! Po chwili, byłem już daleko od źródła odgłosów, ale nadał nabierałem prędkości, pomimo ciągle wciśniętych hamulców. Żeby się ratować, musiałem zeskoczyć z rowera. Leżąc na ściółce, wiedziałem, że w tych ciemnościach wszystko jest zupełnie inne niż za dnia, i raczej nie znajdę drogi do domu, i że muszę raczej przeczekać noc. Poszedłem jednak najpierw w dół poszukując roweru. Wtem usłyszałem za sobą ryk dzikiego zwierzęcia i zacząłem panicznie uciekać. Bo kto w ciemnościach, w lesie, samemu słysząc ryk takiego zwierzęcia, nie mając żadnej broni zostanie w jednym miejscu??
10 minut później już mi się udało uciec, jednak teraz nie wiedziałem nawet, z której strony przyszedłem.
-No, nic-powiedziałem na głos dodając sobie otuchy- wejdę na tamto drzewo aby się przespać.
W połowie drogi ziemia zaczęła mi uciekać spod nóg, więc chciałem odskoczyć, lecz w padłem w jeszcze miększą ziemię. I poczułem jak zaczynam spadać w dół. Później czułem już tylko łupnięcie o ziemię, pełną mchu (było dosyć miękko). Ale później już nic nie czułem. Straciłem przytomność.
Nie było najgorzej, do momentu pobudki przez szczurzą chmarę.
I- Atak szczurów
-Au!!!
Obudziłem się z łupiącym bólem głowy w ciemnościach, które rozświetlał jedynie jasny punkt w sklepieniu jaskini, jakieś 15 metrów nade mną.
W sklepieniu jaskini?? Przecież kurde nie byłem w jaskini!! A tak ….rzeczywiście.
-Au!!-krzyknąłem ponownie, ale kto by nie wrzasnął czując na swoim ciele
ostre jak brzytwa zęby wielkiego gryzonia. Odskakuję, i zauważam że to jest jakiś wielki ( pewnie zmutowany) szczur. Jednak nie to jest najgorsze.
Na moje nieszczęście, szczur ma ze sobą koleżków, których jest cała masa, no i wraz z nimi wpatruje się we mnie wrogo. Albo wóz albo przewóz. Niewiele myśląc uciekam co sił w nogach. W tych ciemnościach co rusz obijam się o ściany i potykam, ale nie daję za wygraną nawet czując na sobie szczurze zębiska.
Jednak nagle, uderzyłem tak w mur przed sobą, że prawie straciłem przytomność. Och, nie!!!! To ślepy zaułek do diabła!!! Wstając, udało mi się wymacać w ciemności żelazną rurkę którą podnoszę, i którą walę z całych sił po szczurzych łbach.
-A macie! -myślę sobie wtedy.
Jednak już wiem, że szczurów jest za dużo, i nie mam z nimi szans!!! W końcu któryś z nich dorwał się do mojej rurki i uwiesił na niej. Dołączyło do niego moment wiele innych szczurów, i już rurka nie nadawała się do walki!! Po prostu przez tą szczurzą masę nie byłem jej w stanie nawet utrzymać!!!
-Co robić, Co robić!!??- myślę przypierany przez szczury do muru- nie mam żadnych szans na ucieczkę, moje życie się kończy tak gwałtownie po zaledwie kilkunastu latach…- zaczynam tracić ducha w tej beznadziejnej sytuacji – Czy ja muszę tak umrzeć?? Czy to się musie tak skończyć??!! Nie to nie ,może się tak skończyć!!!- takie są moje myśli w tej rozpaczliwej sytuacji
-Nieeeeeeeee!!!!!!!!!! – krzyczę wyrażając swój żal, oparty o ścianę, podgryzany już przez szczury, stając się ich obiadem…
Powitanie
Witam na stronce z moja historią. Aspiracje były lekko inne, jednak obecnie jest to określając slangiem ” nieziemsko poryta satyra fantastyczne”.
Mo bynajmniej mniej więcej. Jak bedzie, to będzie. Prze4z pierwszy tydzień gwarantuje newsy codziennie, a później to się zobaczy. No i czekam na comenty, of course, dają wiele do myślenia xD
Pozdro!